KatyPerry.com.pl | Jedyna polska strona internetowa poświęcona Katy Perry.

 

Katy Perry Polska to największy fanklub Katy Perry w Polsce. Naszym celem jest zapewnienie polskim fanom Katy rzetelnych informacji na temat wokalistki. Niniejsza strona ma charakter fansite. Wszelkie treści publikowane na serwisie posiadają swoje prawa autorskie, należące do ich pierwszych właścicieli. Zabrania się ich kopiowania bez zgody autora bądź nie podając źródła pochodzenia.
17 lipca 2018
Post napisany przez: Mary

Supergwiazda Katy Perry poświęciła trochę czasu podczas swojego światowego tournée, by spotkać się ze swoim dobrym przyjacielem Derekiem Blasbergiem i porozmawiać o miłości, życiu w trasie i nauce lepszego radzenia sobie ze sławą. W tym artykule możecie przeczytać pełny wywiad z gwiazdą okładki lipcowego wydania australijskiego Vogue’a 2018.

 


 
Jest dokładnie 15:00, kiedy to stoję na rogu bulwaru Saint-Germain i ulicy Św. Benedykta w 6. dzielnicy Paryża. Mam na sobie kaszmirową koszulę polo z długim rękawem i zaczynam się pocić. Katy Perry, światowej sławy gwiazda i moja najmniej punktualna przyjaciółka, jest 30 minut spóźniona na lunch w Café de Flore i zaczynam się niepokoić, czy zdążę na mój lot powrotny do Nowego Jorku tego wieczora. Wiedziałem, że do tego dojdzie. W zeszłym roku, kiedy byłem osobą towarzyszącą Katy na oscarowej imprezie Vanity Fair, okłamałem ją i powiedziałem, że musimy być na miejscu godzinę przed aktualnym rozpoczęciem przyjęcia, a ostatecznie przyjechaliśmy z 15-minutowym spóźnieniem. Rok wcześniej odprowadzałem ją na Met Galę i kiedy przyjechałem po nią o umówionej porze, wciąż miała na sobie szlafrok, ponieważ w ostatniej sekundzie postanowiła wybielić sobie brwi.

 

O 15:10 wyciągam swój telefon. „Kochana, mam samolot”, piszę do niej, czując kropelki potu gromadzące się pod moją koszulą i spływające po krzyżu.

 

„Pamiętasz, jak uzgodniliśmy, że spotkamy się o 14:30 i powiedziałam, że się spóźnię?” – odpowiada. „Nigdy nie kłamię”. Niech to, miała rację.

 

Lunch z Katy zawsze jest „ostry” i tym właśnie słowem odpisała mi, by opisać mój obecny nastrój. Pod warstwą swojego wielkiego głosu Katy jest bystrym, popkulturowym sępem i zapalczywym rozmówcą. Ma ucho do detali i komediowe wyczucie, którym przypomina mi młodą Lucille Ball. Ostatnim razem, kiedy spotkałem się z nią na lunchu w Los Angeles, przyszła do The Beverly Hills Hotel w czapce bejsbolowej z napisem: „Nowe życie: kto to?”. Zazwyczaj – czyli wtedy, kiedy nie mam zaplanowanego lotu i pracy do wykonania, tak jak podczas tamtego wywiadu – z radością na nią czekam. (Z jednego powodu, to idealny czas, aby nadrobić zaległości na Instagramie). Aczkolwiek, tym razem wyczuwa mój niepokój.

 

„Sprawdzasz bagaż, księżniczko?” – pisze. „Dosłowny, nie emocjonalny”.

 

„Za każdym razem jak latam, mój bagaż emocjonalny jest za ciężki”, odpowiadam.

 

„Tweetuj!” – radzi Katy, która, nawiasem mówiąc, ma najwięcej obserwatorów na Twitterze.

 

„Czy to sabotaż?” – pytam.

 

„Niee, chodzi o coś więcej”, odpisuje. „Chcę wyglądać najlepiej w pełnym makijażu i wystylizowanej fryzurze, ponieważ jestem samoświadoma”.

 

Nie przekonując mnie, że uda mi się zdążyć na samolot, obwieszczam: „Rozpoczynam wywiad dokładnie w tym momencie, przez SMS-y!”

 

„Myślałam, że już zacząłeś!”

 

Uśmiecham się, czytając tę wiadomość i spoglądam znad mojego iPhone’a, by dojrzeć srebrnego vana mknącego po bulwaru Saint-Germain, za którym w bliskiej odległości podążają agresywnie kierowane skutery. Van z piskiem opon zatrzymuje się tuż przy moich stopach i wysiada z niego Katy, ubrana w satynowy jednoczęściowy kombinezon, jej rozjaśnione ścięcie pixie ozdobione jest liliowym kolorem. Paparazzi zeskakują z ich skuterów, aby podążać za nią do kawiarni z kamerami, ale już zdążyliśmy się przed nimi schować w przytulnej budce na tylnym rogu. Jak dwóch amerykańskich turystów zamawiamy cebulową francuską zupę i croque madame [francuska kanapka z jajkiem, szynką i serem – przyp. tłum.]. Patrzę na mój zegarek, widzę godzinę 15:22 i oznajmiam Katy: „Lepiej mów szybko”.

 


 

Obracałem się w kręgu gwiazd w przemyśle modowym przez prawie dwie dekady i przez ten czas zdążyłem poznać sporą liczbę celebrytów. Jest jednak krótka lista ludzi, którzy przewyższają samo bycie sławnym – a papież jest na jej szczycie. W kwietniu Katy udała się do Rzymu na audiencję głowy Kościoła katolickiego i jest to pierwsza rzecz, o której chcę z nią porozmawiać. „Zaczęło się od tego, że byliśmy w trakcie azjatyckiej części trasy koncertowej i poszłam z moją mamą na mszę”, opowiada mi Katy. „Nie śpiewała tych piosenek od 40 lat i patrzenie na nią mnie wzruszyło. To tak piękne i napełniające pokorą, kiedy po raz kolejny wyśrodkowujesz swoje myśli w miejscu, gdzie nie liczy się nic oprócz ponownego połączenia z boskością”.

 

Tak jak śpiewa w swoim hicie ze Snoop Doggiem z 2010 roku, Katy jest prawdziwą kalifornijską dziewczyną. Urodziła się w malowniczym Santa Barbara i była wychowywana przez Mary i Keitha, dwóch zielonoświątkowych pastorów. (Mary dorastała w katolickiej rodzinie). Katy zaczęła występować jako młoda dziewczyna i w wieku 15 lat opuściła dom, by rozpocząć muzyczną karierę. „Byłam bardzo skoncentrowana i na drodze do sukcesu, odkąd skończyłam dziewięć lat”, mówi. Spodziewanie, jej pierwszy megahit, I Kissed a Girl z 2008 roku, nie pokrył się platyną przy rodzinnym stole. „Moja mama przez całe moje życie się za mnie modliła, mając nadzieję, że wrócę do Boga. Nigdy Go nie zostawiłam, zachowywałam się tylko trochę świecko, byłam bardziej materialistyczna i kierowałam się karierą. Ale teraz, kiedy przekroczyłam trzydziestkę, myślę bardziej o duchowości i pełni serca”.

 

Katy entuzjastycznie wspiera fundację Davida Lyncha, która popiera edukację transcendentalnej medytacji. Bob Roth, prezes The David Lynch Foundation, zaprosił ją, aby podczas konferencji o zdrowiu w Rzymie, współorganizowanej przez Papieską Radę ds. Kultury, opowiedziała o swoich doświadczeniach i korzyściach płynących z medytacji, na co z chęcią przystała. „Jestem wielką fanką papieża Franciszka. Łączy w sobie współczucie, skromność, stanowczość i odmowę. Jest buntownikiem – buntownikiem w imię Jezusa”. Katy przytacza kilka faktów o papieżu, łącznie z tym, iż swoje imię przybrał na cześć Franciszka z Asyżu, jej ulubionego świętego, oraz to, iż utrzymuje swój ślub ubóstwa pomimo pełnej przepychu okolicy Watykanu. „Przywraca Kościół z powrotem do skromności i łączności z ludźmi. Jest bardzo pokorny i nielekkomyślny”. Kocha również zwierzęta i często przedstawiany jest w otoczeniu leśnych stworzeń, co przypomina Katy jej ulubioną postać Disneya, Królewnę Śnieżkę.

 

Katy na spotkanie z papieżem przyszła z dwiema osobami: mamą i Orlando Bloomem. Wokalistka chroni swoje życie miłosne – to przez bolesne rozwiązanie jej małżeństwa z Russellem Brandem w 2012 roku, które zostało uchwycone w filmie Part of Me, dokumencie z jej trasy California Dreams Tour – dlatego temat o Orlando rozpoczynam ze szczególną ostrożnością. „W porządku, można o nim wspominać”, mówi z niepokojem.

 

Oto, w czym rzecz: kiedy dyskutuje się o życiu miłosnym sławnych ludzi, często przesłania to całą konwersację. Gdy Katy Perry, jedna z odnoszących największe sukcesy światowych gwiazd popu, spotyka się z papieżem, możliwie najważniejszym człowiekiem w zorganizowanej religii, zdjęcia trafiają do Internetu, a wynikające z tego artykuły nie mają nic wspólnego z tolerancją albo duchowym oświeceniem. „Nie chcę, aby to było nagłówkiem historii, ponieważ całość traci wtedy sens”, mówi, przeżuwając cebulę na jej łyżce z cebulowej zupy. „Ponadto, jest to naprawdę mizoginistyczne. Oczywiście, uwielbiam mój związek, ale to jedna część mnie i nie chcę, aby inne cząstki tego, co robię, były w jakiś sposób lekceważone. (Aczkolwiek, dla uściślenia, między nią i Orlando jest dobrze, dzięki.)

 

Pogłos bycia osobą publiczną jest czymś, z czym Katy będzie zmagać się przez resztę swojego życia. „Zawsze będzie jakiś hałas”, wzrusza ramionami. Jednakże, grupa starannie dobranych przyjaciół doświadczyła w zeszłym roku, jak Katy wypracowała sposoby na kontrolowanie tego, w jaki sposób sława na nią wpływa. W styczniu wzięła udział w tygodniowym programie w Hoffman Institute, mającym miejsce w Kalifornii zaciszu personalnego wzrastania, który, według strony internetowej, „pomaga uczestnikom zidentyfikować negatywne zachowania, nastroje i sposoby myślenia, jakie nieświadomie rozwinęły się i były kontynuowane w dzieciństwie”.

 

Katy tłumaczy: „Przez lata moi przyjaciele szli i wracali kompletnie odnowieni, więc ja też chciałam pójść. Byłam gotowa, aby odciąć się od wszystkiego, co odciągało mnie od bycia w pełni sobą. Miałam napady depresji reaktywnej i w zeszłym roku doznałam złamanego serca, ponieważ, nie wiedzieć czemu, przykładałam tak dużą wagę do reakcji publiczności, a publiczność nie reagowała w sposób, na jaki miałam nadzieję… to złamało mi serce”. Po dekadzie hitowych albumów, do których się powraca i sukcesów opartych na biciu rekordów (Katy zrównała się z Michaelem Jacksonem w liczbie singli z jednego albumu na pierwszym miejscu notowań w 2011 roku), jej kariera sięgnęła zastoju przy albumie z 2017 roku, Witness. „Muzyka jest moją największą miłością i myślę, że w ten sposób wszechświat mi przekazał: „Okej, mówisz cały czas o kochaniu siebie i autentyczności, ale poddamy cię kolejnemu testowi i odbierzemy jakikolwiek istotny ‚kocyk’. Wtedy zobaczymy, jak bardzo kochasz siebie”. To rozłamanie, a ponadto otwarcie się na większą, wyższą moc i ponowne połączenie się z boskością, dały mi pełnię, której nigdy nie znałam. Dało mi to nową bazę. To nie tylko baza materialna: to baza duchowa”.
 


 

Jak ratunek dla iPhone’a, który wciąż się zawiesza, jej tygodniowy udział w programie Hoffmana był dla niej systemowym rebootem. „Wierzę, że zasadniczo i metaforycznie wszyscy jesteśmy komputerami, i czasami zostajemy zarażeni wirusami przez naszych rodziców lub przez sposób, w jaki się nami opiekują, albo też nie, dorastając. [Wirusy] Zaczynają się ujawniać w naszym zachowaniu, schematach dorosłości, związkach”. Jej pobyt u Hoffmana często przewija się przez rozmowę i ani razu nie wstydzi się dyskusji na temat zdrowia psychicznego. Właściwie, daje swoim przyjaciołom bony podarunkowe Hoffmana, gdy widzi, że mają problemy. „Polecam to każdemu, moim dobrym przyjaciołom oraz innym artystom, którzy szukają przełomu. Jest mnóstwo ludzi leczących się przez uznanie publiczności, substancje, nieustanne uciekanie od rzeczywistości – wyparcie, wycofanie. Robiłam to samo przez długi, długi czas”.

 

Po Hoffmanie jej największym odkryciem było zdanie sobie sprawy, że nie ma łączności między kreatywnością i agonią, a ideał storturowanego artysty jest błędny. „Ostatnio ktoś przy mnie zapytał: ‚Cóż, nie sądzisz, że jeśli zbyt dużo czasu spędzisz na terapii, to odbierze ci to twój artystyczny proces?’ I odpowiedziałam: ‚Największe kłamstwo, jakie nam kiedykolwiek sprzedano, to przekonanie, że my artyści musimy znosić ból, aby tworzyć'”.

 

Poprzedniej nocy poszedłem tu, w Paryżu, na koncert Katy ze zwycięzcą Grammy, producentem muzycznym Markiem Ronsonem; muzykiem Beckiem; oraz słynnym francuskim projektantem mody Jean-Paulem Gaultierem. Katy wie, jak zrobić show: trasa Witness (jej czwarta globalna trasa, która zakończy się w Australii w sierpniu) zawiera w sobie wysyp konfetti, pirotechnikę, gigantyczne flamingi, latających akrobatów, ogromne usta, które przeżuwają Katy w środku piosenki, a także lśniącą planetę, na której sunie nad tłumem krzyczącej, oddanej publiczności jak galaktyczna kowbojka. Poprosiła widownię o pomoc w przetłumaczeniu słów jej hitu, Hot N Cold na Chaud et Froid.

 

Katy jest urodzoną performerką. Oglądanie jej na scenie – a widziałem to show też w Nowym Jorku; St. Louis, Missouri; i teraz w Paryżu – to jak oglądanie kogoś, kto robi coś, do czego został stworzony. „Kocham wszystkie aspekty sztuki [koncertowania]. Lubię śnienie, fantazjowanie, tworzenie nowego świata. Przez lata myślałam coś w stylu: ‚Byłoby naprawdę fajnie latać ponad publicznością na chmurze z waty cukrowej!’ Mój zespół odpowiadałby: ‚Okej, zajmijmy się matematyką i sprawdźmy, czy to możliwe'”.

 

Dla Katy najtrudniejsze jest wytrzymanie: to dwugodzinne show, podczas którego pojawia się w każdym jego akcie. Wczorajszy koncert był 76. i w momencie, gdy trasa zakończy się w Australii, wystąpi w sumie prawie 120 razy. Poprzedniej nocy doglądałem jednej z jej „szybkich przebieranek”, które są podobne do krótkich postojów technicznych NASCAR [Narodowa Organizacja Wyścigów Samochodów Seryjnych – przyp. tłum.] Katy jest żwawo przenoszona pod niebotyczną konstrukcję przez obsługę sceniczną i przytwierdza swoje dłonie do metalowego drążka, który jest zawieszony pod sufitem. Nad jej głową umieszczono zegar, który odlicza 120 sekund, podczas gdy ona wije się jak nagie dziecko, a zespół pięciu osób ściąga z niej jeden kostium i zakłada kolejny, przebiera buty, poprawia makijaż, stylizuje włosy i daje jej do picia pomarańczowy Gatorade z kubeczka dla dzieci. Opublikowałem wideo jednej z takich przebieranek na Instagramie, podczas którego Katy odwraca się do kamery i mówi: „Oto, co gwiazdy popu robią, kiedy myślisz, że palą trawkę i szlajają się za kulisami, czekając na swoją kolej. To wygląda inaczej!” Na wideo widać, jak Katy jest zapinana w czarny, skurzany trykot, z jedną nogą ozdobioną w gnieciony, kropkowy tiul, a pędząc na scenę, mówi: „Ona pracuje bardzo ciężko na swoje pieniądze”. Wideo szybko stało się popularne.
 


 

Koncert pokazuje Katy ze wszystkich stron: „Widzisz [mnie] silną, widzisz wrażliwą, widzisz głupkowatą i superdziwaczną również. Mam na myśli to, że wykonuję ten fragment, gdzie wyzywam Left Sharka na konkurs tańca na ogromnym pianinie”. Niektórzy artyści omijają Australię, ponieważ nie jest tanim przewiezienie wszystkiego na drugi koniec świata. (Sprzęt używany podczas trasy Witness zawarty jest w 28 ciężarówkach). Aczkolwiek, Katy mówi, że się tam pojawi, choćby się miała złamać wpół. „Wydaję sporo pieniędzy, ponieważ chcę dać dobre show. Rozumiem czas, jaki dzieciaki poświęcają w tych czasach na skupienie: całymi dniami siedzą na telefonach i dostają zyliony strzałów dopaminy na sekundę, dlatego pomysł przyjścia na koncert na żywo nie może spotkać się z reakcją: ‚To tyle?'”.

 

Najbardziej przykuwającą moją uwagę częścią jej dokumentu było oglądanie, jak mocno zagląda w głąb siebie przed każdym występem. „Czasami nie czuję się na 100 procent, czasem jestem koszmarnie zmęczona po podróży, kiedy indziej zdarzają się prywatne sprawy, z którymi muszę radzić sobie zaraz przed wejściem na scenę.” Jakoś, kiedy nadchodzi odpowiedni moment, ona odnajduje na to sposób. Mówię jej, że moim zdaniem każda kobieta może utożsamiać się z ideą radzenia sobie z czymś absolutnie rozbrajającym – „i uśmiechać się przez łzy”, wtrąca się i dokańcza moją myśl. „Pod koniec każdej trasy jestem wyczerpana, jestem plastikową torbą, cytując własną piosenkę”.

 

Nasz lunch się kończy i – zwróćcie uwagę – Katy patrzy na swój zegarek i mówi mi, że jest spóźniona, i musi już iść. Byłem tak pochłonięty swoim lotem, że zapomniałem, iż Katy daje tego wieczora drugi koncert w Paryżu, co będzie jej 77. koncertem na trasie Witness. Kiedy ja będę przelatywał 9 tys. metrów nad Oceanem Atlantyckim, ona będzie latać nad 20 tysiącami „KatyCats”, fanami, którzy nadali sobie taką nazwę, śpiewając głośno Firework.

 

Płaci za rachunek (próbowałem sam to zrobić!), odprowadzam ją do jej samochodu ustawionego przed falangą paparazzi, a następnie łapię taksówkę do lotniska Charlesa de Gaulle’a. Kiedy docieram do stanowiska kontroli bezpieczeństwa, robię zdjęcie opaski VIP z wczorajszego show w jednym z tych plastikowych koszyków, gdy wysuwa się z maszyny rentgenowskiej. Niechętnie wysyłam do Katy to zdjęcie, aby powiedzieć, że dotarłem na lotnisko z dużym zapasem czasu.

 

„Możliwy nagłówek”, odpisuje. „Spóźniona, ale warta czekania”. Niech to, znowu ma rację.

 


 
Źródło: vogue.com.au

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *